środa, 9 stycznia 2013

Dziennik Małych Kocich Przygód cz. 1


Przedwczoraj ok godziny 23 położyłam się do łóżka. Ok godziny 23:20 Mr Fi rozpoczał buszowanie po szafkach kuchennych, ja zła i poczochrana zerwałam się do niego a on wiedząc co to znaczy uciekł do łazienki, w której ja go zamknęłam. Dalej wypadki potczyły się błyskawicznie. Po 10 minutach Mr Fi czując jednocześnie i skruchę i pokrzywdzenie postanowił otworzyć sobie drzwi od łazienki skacząc na klamkę. Którys z kolei skok okazał sie tym pechowym... ale nie, nie, nie obawiajcie się, nie pechowym dla Fiśka, pechowym dla mnie. Coś załomotało nieziemsko. Ja zerwałam się z łóżka z okrzykami "Kur... m... ch... p... co tam odj... sk... pier... i inne takie @#%^&#@#$^%^&&(*()(*&^^%#$@#$&&(*)*(_)__(*&^$#@
I powiem, że głupio zrobiłam... bo jak otworzyłam drzwi i zobaczyłąm co się stało to już mój zasób słownictwa się skończył i nie miałam nic nowego w zanadrzu... Otóż moim oczom ukazał się Mr Fi cały upierdzieloy farbą akrylową do ścian w kolorze "deszczowa chmurka". Pozostałe 4 litry farby obficie przyozdabiały płytki, drzwi i wszelkie sanitariaty... Bogu dziękować, że jeszcze się nie dorobiłam dywanika łazienkowego.
Chciał mi czmychnąć do pokoju ale na szczęście złapałam i wsadziłam do wanny, depcząc i niwecząc oczywiście jego dzieło. Wyrywał się nieziemsko ale moja złość była silniejsza, zmoczonego drania wypuściłąm do pokoju a sama wzięłam się za szorowanie... no i tak spędziłam tę upojną noc, opdając z sił dopiero koło 3 w nocy.

A wczoraj w ramach relaksu zasłuchałam się i zakochałam w tym :)